Baga Beach - dzien pierwszy
No i stalo sie. Wyjechalismy z Anjuny. Wczoraj po raz ostatni odwiedzilismy Lilliput Cafe, a dzis z samego rana (tzn. kolo 9 ;>) ruszylismy do Panaji coby zakupic bilety powrotne do Bombaju. Myslelismy o promie, ale jak sie dowiedzielismy - w tym roku takowy nie kursuje. Kupilismy wiec bilety na autobus. Bileciki na full-wypas autobus kosztowaly 700 RS od osoby.
W ciagu paru chwil wybralismy kolejny cel podrozy (a konkretniej - kolejna plaze): Baga. Miasteczko to (wies?) jest praktycznie czescia Calangute i lezy kilka kilometrow do Anjuny. Ale klimat juz zgola inny - Kolobrzeg czy inna Ustka. Setki lezakow poustawianych obok siebie, knajpa co 10 metrow... W tak pieknych okolicznosciach przyrody postanowilismy odpuscic sobie sunbathing i wybralismy sie na spacerek po okolicy.
Juz na samym poczatku babsztyl kazal mi pojsc do fryzjera i przystrzyc brode. No i stalo sie - trafilem na hinduski stol golarski. Ciach ciach ciach, golu golu, masu masu, pac pac pac, stuk stuk stuk... Nawet Kapibara sie skusila na siakas maseczke (chociaz utrzymuje, ze nie przyszlo jej do glowy, iz hinduski fryzjer zapraszajac na fotel moze miec na mysli cos innego niz jej komfort). Jakby nie bylo - po mniej wiecej 45 minutach wyszlismy z salonu piekni i lzejsi o jakies 70 pln (1000 RS!!!!). Ruszylismy dalej, by napotkac krowy, ptactwo i drob wszelaki oraz... SLONIA. Slon byl duzy, wymazany kreda i oczywiscie nie bezinteresowny :> Kolejne 30 pln poszlo pobiegac.
Ufffff... Teraz zbliza sie 15 i wracamy do hotelu coby uzupelnic pusty portfel. A wydawalo mi sie, ze 1000 RS dziennie, ktore zostawialismy na plazy w Anjunie to szczyt burzujstwa...
Do uslyszenia.
W ciagu paru chwil wybralismy kolejny cel podrozy (a konkretniej - kolejna plaze): Baga. Miasteczko to (wies?) jest praktycznie czescia Calangute i lezy kilka kilometrow do Anjuny. Ale klimat juz zgola inny - Kolobrzeg czy inna Ustka. Setki lezakow poustawianych obok siebie, knajpa co 10 metrow... W tak pieknych okolicznosciach przyrody postanowilismy odpuscic sobie sunbathing i wybralismy sie na spacerek po okolicy.
Juz na samym poczatku babsztyl kazal mi pojsc do fryzjera i przystrzyc brode. No i stalo sie - trafilem na hinduski stol golarski. Ciach ciach ciach, golu golu, masu masu, pac pac pac, stuk stuk stuk... Nawet Kapibara sie skusila na siakas maseczke (chociaz utrzymuje, ze nie przyszlo jej do glowy, iz hinduski fryzjer zapraszajac na fotel moze miec na mysli cos innego niz jej komfort). Jakby nie bylo - po mniej wiecej 45 minutach wyszlismy z salonu piekni i lzejsi o jakies 70 pln (1000 RS!!!!). Ruszylismy dalej, by napotkac krowy, ptactwo i drob wszelaki oraz... SLONIA. Slon byl duzy, wymazany kreda i oczywiscie nie bezinteresowny :> Kolejne 30 pln poszlo pobiegac.
Ufffff... Teraz zbliza sie 15 i wracamy do hotelu coby uzupelnic pusty portfel. A wydawalo mi sie, ze 1000 RS dziennie, ktore zostawialismy na plazy w Anjunie to szczyt burzujstwa...
Do uslyszenia.


0 Komentarze:
Post a Comment
<< Home